Skip to content

Weekend w Kiszyniowie. Mołdawskie wina

W październiku naszym głównym kierunkiem wyjazdowym był Kiszyniów (Chisinau), i odbywająca się tam 17-stą edycja festiwalu mołdawskiego wina Wine Day Moldova / Ziua Naţională a Vinului 2018.

Prolog: Mołdawska fantazja #1

Po przylocie do Kiszyniowa, wsiadłyśmy do trolejbusa nr 30 by dotrzeć do centrum. Na trasie trolejbusa z lotniska, pojawiły się problemy na liniach trakcyjnych, co skutkowało gwałtownymi urazogennymi szarpnięciami i zatrzymaniami pojazdu. Taka sytuacja była wyjątkowo trudna do zaakceptowania dla jednego z pasażerów, który rozpoczął na ten temat długą retoryczną dyskusję z kierowcą. Pomimo jednoznacznego adresowania pytań do prowadzącego, zaczął na nie nagle odpowiadać inny z pasażerów. Po kilku krótkich ostrzegawczych wymianach zdań, w autobusie rozpętała się regularna awantura, z udziałem niemal wszystkich pasażerów. Stworzyły się dwa obozy, ludzie atakowali się wzajemnie i jednocześnie przyjaźnie wspierali swoich liderów. Temat był dla nas trudny do ogarnięcia, ale również wyjątkowo ciekawy, ponieważ ludzie się kłócili, a jednocześnie nie wyczuwało się w tym potencjału przemocy. Potwierdziły to kolejne minuty, bowiem nagle zagubiony francuski turysta, zadał niefrasobliwie pytanie czy aby nie powinien teraz wysiąść i to proste pytanie uruchomiło nową falę dyskusji. Ponownie cały autobus poczuł się zobowiązany przedyskutować, czy najbliższy przystanek będzie najlepszym logistycznie miejscem dla wspominanego nieznajomego. Tłumaczyli wszyscy, nawet panowie uprzednio zaangażowani w awanturę, ich partnerki i inne starsze panie zaaferowane nowym zadaniem. Z tego wszystkiego, po kilku minutach Francuz wysiadł na złym przystanku (o tym dowiedziałyśmy się dnia następnego), a my przypadkiem znalazłyśmy się w lepszym położeniu niż pierwotnie zamierzałyśmy. Na dokładkę bohaterowie naszej pierwszej awantury wysiedli wspólnie. Na odchodne, prowodyr zaczepek otrzymał resocjalizujący cios torebką od partnerki adwersarza. Tym gestem konflikt został rozwiązany i wszyscy się rozeszli.

Narodowy Dzień Wina w Kiszyniowie

Impreza odbywa się od kilkunastu lat, zawsze w październiku. W ciągu dwóch dni, można spróbować win od niemal wszystkich mołdawskich producentów. Oprócz największych jak Cricova, Milestii Mici, Purcari, Chateau Vartely czy Castel Mimi ja zdecydowanie polecam wam nieco mniej znanych – Fautor Winery, Novak Winery, Agrici.Wine – nie tylko z uwagi na ciekawe wina, ale też na ich właścicieli/przedstawicieli, ich obecność na festiwalu i bardzo otwarte podejście do gości. W czasie święta wina można także degustować lokalne burczaki (nazywane w Mołdawii tuburelami).

Oprócz win w czasie festiwalu odbywa się regularny targ, na którym oprócz wyrobów od lokalnych rolników i twórców, można też w piknikowej atmosferze, na trawie lub przy piknikowych stołach najeść się pysznymi grillowanymi mołdawskimi frykasami (sporo opcji wegetariańskich). Przez cały czas na scenie odbywają się też występy zespołów folkowych, pod sceną i nie tylko wiele Mołdawian tańczy w grupach i w parach, a wieczorami odbywają się koncerty mołdawskich gwiazd sceny muzycznej.

Na stanowiskach organizatorów można kupić za 300 lei bilet wstępu – plastikowy kieliszek i książeczkę z kuponami na degustację do wskazanych w niej producentów i dwoma biletami trolejbusowymi na powrót (o których jednak organizatorzy zapomnieli poinformować kiszyniowskie przedsiębiorstwo komunikacyjne). Festiwal cały czas się rozwija, organizacyjnie można by dopracować kilka rzeczy, ale mołdawskie wina zdecydowanie warto poznawać właśnie tam.

Jeśli traficie do Mołdawii, w inny niż festiwalowy weekend nadal będziecie mogli zapoznać się z bogatą ofertą narodowych win (może tylko trzeba będzie więcej pochodzić), gdyż każda restauracja i bar mają je w swojej ofercie. Oprócz tego w mieście jest całkiem sporo enotek, i sklepów firmowych winnic. Na degustację win można wybrać się np. do enoteki Carpe Diem, która także jest właścicielem winnicy o tej samej nazwie. Za 400 lei spróbujecie zestawu degustacyjnego, który właściciel dobiera specjalnie pod kątem waszych upodobań. Oprócz tego, można wypytać go o różne szczegóły dotyczące mołdawskiego winiarstwa. Gdzie zjeść w Kiszyniowie?

Mołdawia ma niezwykle smaczną kuchnię, pełną świeżych lokalnych warzyw, pieczonych dań i ciast i smakowitych deserów. W zależności od tego na co macie w danej chwili ochotę, a najlepiej mieć ochotę na lokalną kuchnię – zdecydowanie warto wpaść do jednej z ośmiu sieciowych knajp – La Placinte. Oprócz placinty – czyli placka z nadzieniem serowym, warzywnym lub owocowym (do 19 lei) koniecznie spróbujcie też domowych pierogów ze śmietaną (19 lei) czy placuszków z dynią (15 lei), a na deser oczywiście papanasi czyli kuleczki serowe polane śmietaną i konfiturą wiśniową ( 17 lei).

W naszych żyłach oprócz krwi i wina płynie jeszcze kawa, dlatego w poszukiwaniu tejże wyruszyłyśmy do Propaganda Cafe. W założeniu nawiązująca wystrojem i menu do klimatów rosyjskich i jednocześnie do knajpek w stylu bukaresztańskiej Dianei 4. Przeglądając kartę i tłumacząc sobie nieznane rosyjskie słowa przygotowywałyśmy się do zamówienia. Kelner pojawił się szybko, zaczęłyśmy go wypytywać o menu, postanowiłam go zapytać jeszcze o rekomendację co do wartych odwiedzenia miejsc w stolicy i po zamówieniu zamiast dwóch kaw – dwóch śledziowych sałatek (Shuba i Ręka Moskwy – 75 i 82 lei) dopytujemy o polecany napój lokalny: kelner zaczyna się zastanawiać, po czym wpisuje w translatora rosyjskie słowo na rokitnik, system tłumaczy, ja odczytuję go na głos, a kelner z niedowierzaniem pyta po polsku: czy wy jesteście z Polski?? I nie, to nie był Polak pracujący w rosyjskiej knajpce w Kiszyniowie tylko Mołdawianin pracujący kiedyś w Polsce. Dodam, ze jego polski jest perfekcyjny, a herbata z rokitnika przepyszna. Osoby, które mają ochotę na nowoczesną kuchnię międzynarodową i mołdawską zdecydowanie odsyłam do Gastrobaru. Ceny są wyższe niż w innych miejscach, w menu dania z grilla, kanapki, pasty, warzywa, sałatki, mięsa – od zupy dyniowej, przez burratę i fattoush, po niespodziewane i nigdzie wcześniej przeze mnie w tej części Europy niewidziane – crack pie.

Jeśli macie ochotę samodzielnie przygotować coś do jedzenia, lub po prostu chcecie poczuć atmosferę mołdawskiego targu koniecznie odwiedźcie główny targ – Piata Centrala. Targ jest bardzo duży, i historie, że można się na nim zgubić są absolutnie prawdziwe. Kupicie tam absolutnie wszystko co zawsze niezbędne i potrzebne: od naczyń, sprzętu do grillowania, elektroniki, jedzenia, odzieży po małe „przydasie”. Buszując wśród mołdawskich dynksów najbardziej przydawał się mój nowy translator Vasco Traveler. Bo czy bylibyście w stanie wytłumaczyć mołdawskiemu sprzedawcy, że poszukujecie korka do termosu, albo omówić temat garnków żeliwnych z wesołymi sprzedawczyniami i wytłumaczyć im, że nie jesteście w stanie kupić tego 7 kilogramowego z uwagi na ograniczenia bagażowe, albo stać się właścicielem naturalnych wełnianych ocieplaczy do stóp bez znajomości języka rosyjskiego? Ja byłam.

Wyjazd do Mołdawii był moim pierwszym doświadczeniem z translatorem Vasco Traveler Premium 5. Wcześniej, gdy byłam w miejscach, gdzie nie można było porozumieć się z mieszkańcami za pomocą języka angielskiego lub hiszpańskiego korzystałam z płatnych aplikacji lub programów dostępnych przez odpłatny internet. W translatorze Vasco jest zamontowana międzynarodowa karta sim, którą można w razie potrzeb za niewielkie pieniądze doładować. Posiadanie takiej karty umożliwia odbieranie darmowych połączeń z większości krajów świata, a w przypadku konieczności wykonania telefonu to koszt takiego połączenia jest nawet 85% tańszy niż w normalnym telefonie! Mój model, dodatkowo wyposażony jest też w ręczny skaner, który pozwala na szybkie tłumaczenie tekstu bezpośrednio z menu w restauracji, przewodników, folderów przygotowanych wyłącznie dla lokalsów. Tą funkcję bardzo doceniłyśmy przy zetknięciu z cyrylicą, ponieważ wprowadzenie takich literek do normalnego translatora online byłoby niemożliwe. Vasco nie tylko tłumaczy i odczytuje przetłumaczony tekst mówiony i pisany, ale ma też wiele funkcji idealnych dla podróżujących np. przelicznik walut i miar, nawigacja GPS, e-przewodniki, informacje o ambasadach itd.

Postscriptum: Mołdawska fantazja #2

Nasz pobyt w Kiszyniowie zaczął się z przytupem, i z przytupem się skończył. W drodze na lotnisko, po bardzo długim oczekiwaniu na trolejbus nr 30 i krótkich negocjacjach ze sprzedawcą biletów i kierowcą w zakresie ważności naszych festiwalowych biletów, wsiadło dwóch chłopaków, którzy zaczęli grać i śpiewać dla pasażerów. I niestety, ich występ lub też bardziej fakt, że zakłócają spokój pasażerom nie spodobał się jednej z pasażerek i zaczęła na nich krzyczeć. W obronę chłopaków i kojące działanie muzyki na dusze wzięła inna pasażerka i tak zaczęła się 45 minutowa (wiecie już ile trwa podróż na lotnisko z centrum) kłótnia między nimi dotycząca początkowo muzyki, potem ich cech psychicznych, aż po krótką analizę osobowościową wykonywaną przez siebie nawzajem. W tym przypadku jednak nie doszło do rękoczynów. Ale uczestniczył znowu niemal cały skład trolejbusa. Nie wiem na ile to jest statystycznie możliwe żeby być świadkiem takich wydarzeń za każdym razem, jednak wnoszę, że to świadczy raczej o ciekawym charakterze Mołdawian i jednocześnie jestem pod wrażeniem, że sztuka dyskutowania jest tak żywa w tym narodzie.

Tips noclegowy:
Polecamy Hotel Astoria 3*  – nowy obiekt (otwarty w 01.2018), w dobrej cenie, z dobrą lokalizacją (<1 km od centrum) i bardzo miłą obsługą!

Nie przegap kolejnych wpisów. Zapisz się do newslettera.

%d bloggers like this: