Skip to content

Meknes, Rabat … jedziemy dalej

Jedziemy dalej … w planie dwie kolejne stolice (Fez tez był stolicą Maroka) – dawna: Meknes i obecna: Rabat. Bilety zostały zakupione, trasa wyznaczona, kawka wypita, możemy jechać. Pan konduktor peronowy umożliwił nam przejście na peron i muszę przyznać, że ten patent znany mi już wcześniej z Wietnamu, nadal robi na mnie pozytywne wrażenie. Pociąg bezprzedziałowy oczkuje na rozruch, my zajmujemy miejsca, a (miły) pan na peronie przez kolejne 15 min stoi przy mojej szybie i w katatonicznym spojrzeniu hipnotyzuje moje plecy. o co mu chodzi? Uff jedziemy …

Meknes (مكناس)

Po około 40 min. jesteśmy na miejscu i jako, że w Maroku w ciągu roku spada tylko 40 mm deszczu (w PL 600 mm), to spotkało nas ogromne szczęście i doświadczamy afrykańskiego opadu. Zatrzymujemy taksówkę, która oferuje naszym walizkom tylko niezabezpieczony bagażnik na dachu, ale spoko przecież nie pada. No i po kilku francuskich opowieściach (nie znamy tego języka!), dojeżdżamy pod bramę (Bab) Al-Mansour wybudowaną na cześć sułtana Mulaja Ismaila.

PatTravel_2015Meknes001

Deszcz i walizka to nie jest idealna okoliczność do zwiedzania i fotografowania, dlatego całość nie zajmuje nam nawet godziny i ogłaszamy kapitulację. Meknes, ponoć piękne, nam wydaje się mało atrakcyjne i meczące. Udaje nam się zobaczyć tylko to co już doskonale znamy z Fezu … jest zatem medina – kolejna wpisana na listę UNESCO, … są koty, ale to nie powinno już nikogo dziwić, uwzględniając, że prorok Mahomet uwielbiał swojego kota Muezze … dostrzegam pewną współczesna analogię, ale ciii.

PatTravel_2015Meknes001-7a

PatTravel_2015Meknes001-2

PatTravel_2015Meknes001-3aPatTravel_2015Meknes001-6a

Wracamy na dworzec taksówką z licznikiem (nowa teza: im gorszy samochód, im mniej francusko-angielsko-europejsko mówiący kierowca, tym mniej szans na oszusta i naciągacza). Mamy fuksa, za chwilę odjeżdża pociąg (bilety są wystawiane na konkretne godziny, ale dopuszczalne jest korzystanie z wcześniejszych połączeń). Jedziemy 2 godziny i docieramy do stolicy.

 Rabat (الرباط;)

W stolicy wykazujemy się dużym nihilizmem turystycznym i zamiast zwiedzać (w jeszcze większym deszczu) udajemy się na wypasiony obiad. Po dostarczeniu do organizmu wystarczającej ilości glukozy stwierdzamy, że nie podejmujemy się dalszego zwiedzania. Dla przyzwoitości idziemy zobaczyć okolicę czyli Bab ar-Rwah, mury Pałacu królewskiego Dar el-Makhzen. Po drodze mijamy nowe Muzeum Sztuki Współczesnej (Mohammed VI Musée National d’Art Moderne et Contemporaine), niestety jest zamknięte. W Rabacie nie robię zdjęć, więc dla równowagi poniżej zamieszam zastępczy film znaleziony na YT – video o tym czego nie udało nam się zobaczyć.

c.d.n.

Żródło: rysunek © wanderluster.net

Nie przegap kolejnych wpisów. Zapisz się do newslettera.

%d bloggers like this: