Skip to content

Łódź przy okazji See Bloggers

W internetach nadal trwają zawody o tag #seebloggers. Zanim wydarzenie się zmaterializowało, były wpisy poradnikowe i zestawienia najciekawszych miejsc w Łodzi. Teraz, najczęściej publikowane, są emocjonalne wpisy, odnoszące się do niezwykłości przeżyć uczestników. Głównie są to teksty zachwalające organizatorów albo entuzjastycznie odnoszące się do wybranych marek. Z tego powodu, próbowałam przeczekać pierwszą, drugą i kolejną falę artykułów. Czekałam z gotowym tekstem i sporą ilością zdjęć, ale chyba najwyższy czas już publikować. Tekst jest tradycyjnie o kulinarnej odsłonie miasta, ale tym razem przy okazji wyżej wymienionego blogerskiego zgrupowania. A odnosząc się krótko do niego: Byłam, spędziłam fajny weekend, wyjechałam. Merytorycznie niewiele wyniosłam. Świetnie bawiłam się na koncercie Nosowskiej, ale to jak zawsze. Szczerze śmiałam się, podczas wywiadu IG na tłusto, w trakcie którego w precyzyjny autoironiczny sposób, Kaśka odbijała piłeczki banałów.

See Bloggers ŁódźSee BloggersSee Bloggers 2018NosowskaEC1 Łódźmural lodz

A teraz to co dla nas – i mam nadzieję, że i dla was – najciekawsze czyli relacja kulinarna.

Tel Aviv Urban Food

W Łodzi zatrzymałyśmy się w hotelu Stare Kino Cinema Residence na Piotrkowskiej. Podczas zakwaterowania otrzymałyśmy 10% upustu do 2 restauracji znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie hotelu. Do wyboru miałyśmy restaurację włoską oraz wegetariańską z wpływami współczesnej kuchni bliskowschodniej. Wybór był łatwy, pierwsze nasze kroki skierowałyśmy do Tel Avivu. Na miejscu okazało się, że jest to franczyza znanego warszawskiego lokalu Malki Kafki. Zamówiłam lunch dnia (25,90 zł) czyli kokosowy chłodnik z burakiem i jeżyną oraz kotleciki sojowe, ziemniaki puree, surówka z młodej kapusty z jabłkiem i koperkiem. Chłodnik był przyjemny, ale drugie danie nie zagrało. Kotleciki były mocno przyprawione i bardzo przesuszone. Z całego zestawu najmniej smakowała mi jednak kapusta, co mnie szczególnie wówczas zdziwiło, bo jestem z tych kapuścianych. Uwielbiam!, szczególnie w jej młodej odsłonie. Powód znalazłam już post factum, okazało się, że dodano do niej jabłko, które w moim osobistym odczuciu, psuje wszystkie surówki i sałatki. Moją też zepsuło. Aga wybrała przyzwoitą w smaku ciabattę z burakiem i hummusem (10,90 zł), ale też stwierdziła że jadała lepsze. Ubolewała, że dostała pieczywo barwione karmelem. W efekcie, po tej wizycie mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony, lokal wygląda bardzo fajnie, oferta jest ciekawa i niedroga. Z drugiej strony, dania mogłyby być lepsze, a produkty zdrowsze. / Piotrkowska 122

Tel Aviv Tel Aviv lodztel aviv urban foodwege kanapkachlodnik z kokosem

Księży Młyn

Korzystając z faktu, że do Łodzi dotarłyśmy już w piątek miałyśmy możliwość oddalenia się od Piotrkowskiej i festiwalowego EC1. Od początku zakładałyśmy, że przy tej wizycie odwiedzimy Księży Młyn, który obok czaderskiej Manufaktury (tereny dawnej fabryki Izraela Poznańskiego), jest najciekawszym wspomnieniem po łódzkich przędzalniach. Jak się spodziewałyśmy, zrewitalizowane budynki robią spektakularne wrażenie. Trochę krążyłyśmy między budynkami starych familoków i nowych pofabrycznych loftowych apartamentowców, podziwiając rozmach Karola Scheiblera. Finalnie zatrzymałyśmy się w browarze Księży Młyn, który mieści się w zabytkowym budynku dawnej szarpalni bawełny imperium włókienniczego Ludwika Grohmana. W browarze można zakupić 11 gatunków piwa: Extra Special Bitter, Pils, Koźlak, Pszeniczne, Porter, Marcowe, American India Pale Ale, Belgian Tripel, Russian Imperial Stout, Pacific Weizen, Schwarzbier. Można również spróbować powstających na miejscu kraftowych specjałów – niepasteryzowanych i niefiltrowanych. Zamówiłyśmy Bawełnę – tradycyjny pils dolnej fermentacji i pszeniczne Przędzalniane. Pierwsze było super, a drugie  zupełnie nam nie posmakowało. Szczęście, że akurat to moje, było tym lepszym.  / Tymienieckiego 22

Księży Młynpiwa Księży Młyn

Cztery ściany

Po wizycie w Tel Avivie umieściłam zdjęcie na insta, z prośbą o polecenie jakiegoś kolejnego fajnego miejsca. Tą drogą dostałam namiary na nową autorską restaurację. W sobotę, korzystając z przerwy między warsztatami a koncertem, poszłyśmy sprawdzić co tam dobrego dają. Cztery ściany, jak większość łódzkich restauracji przy Piotrkowskiej, mieści się w podwórku kamienicy.  Wystrój jest minimalistyczny, surowy. Oferowane menu jest krótkie, z czterema mięsnymi przystawkami, czterema daniami głównymi (ryba, kaczka, królik, dzik) oraz dwoma deserami. Obiektywnie to atut, bo produkty modne, ale dla nas to najgorsza możliwa selekcja. Od jakiegoś czasu nie jem mięs od zwierzątek futerkowych i dziczyzny, staram się też – bezskutecznie – wykluczać z diety czerwone mięso. Aga ma podobnie z tym, że stara się unikać mięs w ogóle. Na domiar złego nie znoszę mięsa kaczki i gęsi. Nie ukrywam, że w pierwszych odruchu byłam trochę zrezygnowana. Nawet zastanawiałyśmy się nad zmianą lokalu. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na dwie przystawki: bulion wołowy z imbirem, pierożki z kapusty z warzywami, antrykot, chrust z poru (20 zł) oraz sałatkę ze smażonym kalmarem, puree pietruszkowe z limonką, nowalijki (19 zł). Dania piękne, przemyślane. Idealne skomponowane w teksturach, kolorach i – co najważniejsze – w smakach. Rozżalona, że nic więcej nie mogę spróbować, pożegnałam się z lokalem. A później w hotelu odkryłam, że w restauracji możliwe jest zamówienie wegetariańskiego menu degustacyjnego. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo było mi szkoda zmarnowanej szansy na świetne jedzenie. / Piotrkowska 89

Cztery ścianysałatka z kalmarembulion wolowy

Off Piotrkowska

W pierwszym, drugim i trochę trzecim dniu naszego pobytu, intensywnie korzystałyśmy z dogodnej lokalizacji naszego noclegu i wielokrotnie kierowałyśmy się pod jeden adres – na Piotrkowską 138/140. Pod tymi dwoma numerkami, na terenie dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa, funkcjonuje rewelacyjny koncept artystyczno/gastro/kawiarniany. Miejsce budzące skojarzenia z londyńskim Brick Lanem, a koncepcyjnie przypominające krakowskie Dolne Młyny. W jednym miejscu działają projektanci mody, artyści fotografii i dizajnu, prezentujący swoje prace w przestrzeniach wystawienniczych, showroomach i concept storach oraz kluby muzyczne, gastropuby, kawiarnie i foodtrucki. Nie miałyśmy, wystarczających sił przerobowych, aby odwiedzić wszystkie punkty gastronomiczne na mapie OFFu, ale z tych które zobaczyłyśmy to możemy wam polecić: Spółdzielnię oraz Drukarnię Skład Wina i Chleba. Inni zachwycają się ATO Ramen. Aga zwariowała też na punkcie lodowego budatrucka Beza krówka. / Piotrkowska 138-140

Off Piotrkowska

Od naszego ostatniego pobytu w Łodzi, miasto mocno się zmieniło i kieruje się w dobrą stronę. Wiele miejsc, nabiera ciekawszego kształtu. Miasto zaczyna zmieniać swój wizerunek i odcinać się od złego PR-u. A póki co, murale, zrewitalizowane tereny przemysłowe oraz fajne offowe knajpki, to powody dla których warto się tam wybrać.

Nie przegap kolejnych wpisów. Zapisz się do newslettera.

%d bloggers like this: