Skip to content

Hotel Ritz Apart 5* w La Paz

Czy uważacie, że dwudniowy pobyt w Ritzu to dobry prezent urodzinowy? Mnie się wydawało, że tak. Kiedy rezerwowałam ten nocleg byłam przekonana, że wymyśliłam najlepszy gift urodzinowy ever! Co prawda, osoba która miała zostać obdarowana, nie była – i nie jest – aż tak wielką fanką hotelowych luksusów, ale za to w nieprzyzwoity sposób ekscytuje się hotelowymi śniadaniami. A w Ritzu śniadania powinny być dobre, prawda? Koniec końców, śniadanie okazało się być najsłabszym punktem pobytu. Ale po kolei.

 La Paz

La Paz to właściwie Ciudad de Nuestra Señora de la Paz. Miasto, które oficjalnie nie jest stolicą, ale w rzeczywistości pełni taką funkcję. Od 1899 roku mieści się tutaj siedziba prezydenta, rządu oraz parlamentu. Mało tego, w wielu oficjalnych przewodnikach i materiałach dla turystów znajdziecie jednoznaczną informację, że La Paz to najwyżej położona stolica na świecie. Miasto położone jest na wysokości 3600 – 4100 m n.p.m. i wraz z El Alto tworzy ponad dwumilionową aglomerację miejską.

pattravel_2017_lapaz-2pattravel_2017_lapaz-3pattravel_2017_lapaz-5pattravel_2017_lapaz-7

Ritz Apart Hotel ***** La Paz

Ritz Apart Hotel to 5-gwiazdkowy hotel, z klasycznym angielskim stylu, który został otwarty w La Paz we wrześniu 1995 roku. Marka hotelu została stworzona przez najsłynniejszego hotelarza Cesara Ritza, ale boliwijski obiekt ma niewiele wspólnego z liderami brandu – londyńskim i paryskim Ritzem. Jak nazwa wskazuje, obiekt w La Paz oferuje wyłącznie apartamenty. Hotel położony jest w spokojnej i bezpiecznej okolicy, w pobliżu dzielnicy biznesowej i finansowej.

Lokalizacja: Plaza Isabel la Católica 2478, La Paz – Boliwia | Website: ritzbolivia.com

pattravel_2017_20170100-ritz-8

Apartament typu Deluxe Suites

Ritz Apart Hotel ma w ofercie 70 apartamentów o różnym standardzie. Jako, że był to prezent, wybrałam jeden z najlepszych pokoi o podwyższonym poziomie usług. Apartament był bardzo duży – 58 m². Składał się z jednej sypialni z 2 łóżkami king size oraz salonu, aneksu kuchennego, długiego przedpokoju i dużej łazienki. W apartamencie były dostępne 2 telewizory LED oraz dekodery lokalnej cyfrowej telewizji. W ofercie również była możliwość wynajmu laptopa, drukarki, faxu, odtwarzacza DVD i Blu-ray. Można było również skorzystać z płatnych usług masażu i bezpłatnej siłowni. Tyle pozytywów, z negatywnych rzeczy to przede wszystkim bardzo zdenerwował mnie fakt, iż pomimo mojej prośby, w pokoju nie pojawiły się życzenia urodzinowe. Nie było nawet imiennego powitania, co jest raczej standardem w tego typu hotelach. Największym zdziwieniem był jednak fakt, iż prawie wszystko było ekstra płatne, wliczając w to użycie pantofli i szlafroku oraz szamponu i pasty do zębów. Nie było nawet bezpłatnej wody mineralnej!

pattravel_2017_20170100-ritz-2pattravel_2017_20170100-ritz-10pattravel_2017_20170100-ritz-9 pattravel_2017_20170100-ritz-3pattravel_2017_20170100-ritz-11 pattravel_2017_20170100-ritz-6pattravel_2017_20170100-ritz-4

Restauracja Duke’s i kafeteria The Oak

Najsłabszym punktem hotelowego serwisu była jednak oferta gastronomiczna. Słabo wypadła, zarówno hotelowa restauracja Duke’s jak i kawiarnia The Oak. W kawiarni zamówiłam ciasta i drinki, które były w miarę przyzwoite. Niestety nie mogę tego powiedzieć o obsłudze. Szef sali nie miał zębów i był przyodziany w mocno znoszony garnitur, kelner nie był zainteresowany obsługą, ale to barman przebił wszystkich. Podczas – jak się okazało, bardzo skomplikowanej – procedury przygotowywania naszych drinków, potrzebował wielokrotnych konsultacji i degustacji alkoholi, aby finalnie nieumiejętnie zatrzasnąć wszystko w shakerze. Po długotrwałych próbach otwarcia shakera – barman zaangażował do tego też kelnera i bezzębnego szefa – udało nam się wreszcie posmakować zamówienia. W sumie piłyśmy krócej, niż na to czekałyśmy, ale przynajmniej było śmiesznie. Jak już wspominałam na początku najbardziej zależało mi na śniadaniu. Niestety śniadanie było bardzo ubogie i raczej odpowiednie dla trzygwiazdkowego obiektu. W żadnym z 4-5 gwiazdkowych hoteli nie widziałam takiej słabizny. Z pieczywa dostępne były tylko tosty, na ciepło można było poprosić – w teorii, bo w praktyce na sali nie było kelnerów – gofry i jajecznicę. W ramach szwedzkiego stołu były jajka na twardo, jeden rodzaj wędliny i sera oraz kilka owoców oraz jednorazowe dżemiki. Zero lokalnych specjałów, zero południowoamerykańskich dań.

Na koniec tego typu tekstów podaje ceny, ale jak już wcześniej wspominałam był to mój prezent, więc nie wypada. Mogę wam tylko napisać, że są to kwoty rzędu 400-500 zł za noc. Z mojego doświadczenia nocleg nie wart był swojej ceny, szczególnie pod względem obsługi i gastronomii. W normalnych okolicznościach pewnie lepiej przyjęłabym te braki, a tak musiałam wstydzić się, że wybrałam taką bylejakość. Kolejna życiowa lekcja odhaczona.



Booking.com

Nie przegap kolejnych wpisów. Zapisz się do newslettera.

%d bloggers like this: